W ostatnich dniach przetacza się przez Internet, przez media i na ulicy fala oburzenia na ACTA. Niezwykle cieszy mnie, że tak mało aktywne obywatelsko społeczeństwo jak polskie się poruszyło, próbuje coś robić, a przede wszystkim się dokształca. Jest to powód do optymizmu.

Jednak jestem jednocześnie trochę zawiedziony, że dyskusja toczy się głównie wokół tego jednego porozumienia, a prawie w ogóle nie przenosi się na głębszy poziom światowego problemu. ACTA jest przecież skutkiem, nie przyczyną. A przyczyna jest dobrze znana już od wielu lat - nadmierny rozrost pewnych firm do takich rozmiarów, że poprzez finansowanie kampanii polityków są w stanie wpływać na zmianę prawa, a poprzez uzależnienie mediów od reklam - blokować pewien zestaw informacji. Są także w stanie tworzyć kompletnie niedemokratyczne, a sprzyjające im instytucje i umowy międzynarodowe, które mają ogromny wpływ na nas wszystkich.

Problem w tym, iż każdy z nas daje kasę tym gigantom na to wszystko. Kupujemy ich produkty, kupujemy w nich jakieś produkty, albo po prostu kupujemy nadmiernie nadmierną ilość produktów.

Oczywiście ważna jest zablokowanie pewnych aktów prawnych, ale według mnie ważniejsze jest to, aby się w końcu obudzić i zobaczyć, że to ja sam/a dołożyłem/am cegiełkę do tego koszmaru, który wokół narasta. Bo sprawa ACTA jest tylko przykładem - były podobne akty prawne w innych dziedzinach, będą następne. A przestrzeń wokół nas coraz bardziej się kurczy...