Osiemnaście milionów złotych wydanych m.in. na najnowocześniejsze bronie do pacyfikowania demonstracji zostało wyrzucone w błoto. Nie przydały się na nic podczas czwartkowej manifestacji przeciwko szczytowi gospodarczemu w Warszawie stanowiącego symbol globalizacji skutkującej rozwarstwieniem społecznym, czego najbardziej widocznym przykładem były odgrodzone strefy miasta dla wybranych i ponad dziesięć tysięcy policjantów chroniących kilkuset ludzi

Policjanci z całej Polski na szczęście wytrzymali pozbawione wrażeń trzy dni w stolicy i znieśli obrzucanie papierem toaletowym połączone z okrzykami "Jesteście do dupy!" ze spokojem. Poszczególne elementy kłopotogenne, starające się wzniecić nieporządek wewnątrz demonstracji były unieszkodliwiane przez jej własne służby porządkowe, wobec czego policja mogła już tylko przyglądać się pochodowi.

Koszty sprowadzenia i opłacenia tej licznej widowni pokryła Warszawa. Jej prezydent zamierza zwrócić się do rządu o częściowy zwrot kosztów, aczkolwiek będzie to już inny rząd niż ten, który urzędował podczas szczytu. A przecież gdyby na co dzień pilnowano prawidłowego parkowania w centrum tak jak robiono to podczas szczytu, pieniądze z mandatów pokryłyby koszty związane ze zjazdem dyplomatów bez najmniejszego problemu...