Relacja z festynu

W niedzielę 5 października odbył się na Dewajtis „Dzień św. Franciszka i Lasu Bielańskiego”... Zapowiadano mnóstwo atrakcji – również przyrodniczych i ekologicznych: W tym roku tradycyjnie już zwracamy uwagę na znaczenie zaangażowanego społeczeństwa w działania proekologiczne przedłużając polską Akcję Sprzątania Świata. Będziemy prowadzić akcje edukacyjne przyrodnicze i ekologiczne – zapowiadało Katolickie Centrum Kultury Dobre Miejsce.

Dlaczego organizatorzy nie zwrócili się z apelem do kierowców? Przecież ich masowy napływ – znany od co najmniej 10 lat – był łatwy do przewidzenia. Dlaczego nie przekonano ich, że uradują św. Franciszka przybywając do tego wyjątkowego Lasu bez samochodu. Lub chociaż zostawiając go poza lasem.

Dlaczego urząd dzielnicy współorganizując i reklamując festyn nie zadbał o obecność i prewencyjne działania straży miejskiej i policji aby zapobiec bulwersującym scenom jawnie sprzecznym z ideą imprezy?

Ale od początku.

Wybrałam się sprawdzić jak działają nowe „zabezpieczenia” w postaci płotu ustawionego po obu stronach Dewajtis. Płot miał chyba w założeniu chronić zarówno pieszych, las jak i jego mieszkańców przed wszechobecnymi samochodami.

Ponieważ jestem „eko”, na miejsce festynu poszłam przez las, a nie „ekologicznym” wynalazkiem władz dzielnicy – chodnikiem z kostki bauma, który od prawie roku straszy normalnych ludzi, idących do lasu w poszukiwaniu kontaktu z przyrodą i odetchnięcia od wszechobecnego betonu.

Płot jest szpetny, dzieli las na pół a środkiem spokojnie jeżdżą sobie samochody, które teraz nie muszą się martwić o pieszych czy zwierzęta i jeżdżą o wiele szybciej niż powinny. Ale mimo zastrzeżeń, miałam nadzieję, że nasze władze pomyślały o tym zabezpieczeniu w taki sposób, że „oddana przyrodzie” północna część ścieżki – uczęszczana przez zwolenników spacerów po normalnym, nie betonowym lesie – nie jest już narażona na żadne rozjeżdżanie przez parkujących „spacerowiczów”.

Myliłam się. Jakież było moje zdumienie, kiedy wychodząc z lasu naprzeciw kościoła – a więc samego centrum rezerwatu – zobaczyłam morze samochodów zaparkowanych tuż przy płocie w stronę Wisły a także… na trawie tuż za płotem. Strona z chodnikiem była tylko nieznacznie zastawiona chyba 2 pojazdami.

Cóż, Polak potrafi. Potrafi nawet zaparkować pod znakiem zakazu, na trawie, za płotem, byleby jak najmniejsza odległość dzieliła go od celu podróży.

W tej chwili jedna jezdnia na ul. Marymonckiej jest wyłączona z ruchu i da się tam znaleźć miejsca do parkowania. Ale dla ludzi jadących na festyn ekologiczny przejście niecałego kilometra malowniczym lasem, przy pięknej pogodzie – i to po „wygodnym” chodniku! – to za dużo. Trzeba dojechać do samego końca, zostawić samochód byle gdzie, byle bliżej i przejść się po festynowych straganach.

Kierowcy od razu znaleźli „dziurę w płocie”. Najwygodniej podjechać samochodem, i tam gdzie płot się kończy, wjechać sobie spokojnie, przejechać kawał drogi po trawie i zaparkować na niej, wśród drzew. Oczywiście miło jest na trawie, ale dlaczego trzeba ją niszczyć?

Niektóre z samochodów miały już za wycieraczką mandat od straży miejskiej – całe szczęście, że przyjaciele Lasu Bielańskiego czuwają – niestety nie wszystkie.  Udało mi się zaobserwować minę bardzo zdziwionego kierowcy, który uważnie studiował mandat i nie  mógł zrozumieć, dlaczego ten mandat dostał...

Zaczęłam dzwonić do straży, żeby i reszta kierowców mogła się nadziwić i zastanowić nad mandatem, ale jak to często bywa, dodzwonienie się tam graniczy z cudem. W końcu mi się udało, a pani przyjmująca zgłoszenie nawet wiedziała o jakie miejsce chodzi. Mam nadzieję, że straż przyjechała i hojnie rozdawała mandaty.

Wychodząc z lasu miałam okazję porozmawiania z kierowcą jednego z samochodów zaparkowanych dość daleko za płotem, oczywiście na zieleni. Stał przed samochodem razem z dziećmi, żona siedziała już w samochodzie. Na pytanie, czy wie, że tu się nie staje, odpowiedział tylko, że już odjeżdża. Nie omieszkałam powiedzieć, że mógłby chwilę poczekać na straż miejską bo chyba tylko sięgnięcie do portfela jest w stanie nauczyć go przepisów.

Jak zawsze przy takich festynach urządzanych w Lesie, pozostał niesmak. Oprócz kilku „ekologicznych” wzmianek w zaproszeniu na festyn nie było tam nic ekologicznego. Jak zawsze nikt nie pomyślał o konsekwencjach urządzania takich imprez w rezerwacie. Już na łące – bywalcy Lasu wiedzą gdzie to jest – słychać było wyraźnie orkiestrę zamiast ciszy i ptaków.

Na festyn do lasu zawitało również mobilne muzeum Jana Pawła II. Niestety, organizatorom nie przyszło do głowy, aby przy okazji przypomnieć przesłanie papieża Polaka na temat ciężkiego grzechu przeciw środowisku [zobacz >>>]. Albo zwrócić uwagę na aspekty moralne sporu o samochody w Lesie Bielańskim [zobacz >>>]. Tylko czy te treści mają szanse trafić do umysłów ludzi ślepych na znaki drogowe, szkody i utrudnienia, które powodują dla własnego wygodnictwa?

Od strony Wisły nielegalne parkowanie sięgało niemal do źródełka.

Ustawienie znaku B-1 [zakaz ruchu] z tabliczką T-22 [nie dotyczy rowerów] oraz tabliczką „nie dotyczy uprawnionych służb” za najdalszym na wschód wjazdem na teren WMSD celem eliminacji ruchu pojazdów poniżej skarpy – postulowało Zielone Mazowsze władzom dzielnicy i pani prezydent Warszawy [zobacz >>>] Hanna Gronkiewicz–Waltz odpowiedziała, że Ustawienie dodatkowego znaku we wskazanym miejscu nie znajduje uzasadnienia [zobacz >>>].

Wejście na taras widokowy było mocno utrudnione przez blaszane zawalidrogi. Niektórzy nie widzą nic oprócz czubka własnego zderzaka, zastawiają przejście pieszym, a następnie udają się na mszę świętą.

Film

Skalę łamania prawa można zobaczyć na filmie.

Od redakcji – Jak długo jeszcze?

Powódź motoryzacji zalewa rezerwat od kilkunastu lat. Jedynym jak dotąd działaniem władz w celu jej zmniejszenia była zmiana oznakowania [zobacz >>>] – wprowadzona 14 kwietnia 2006 r. pod wpływem silnej presji społecznej. Od tego czasu jedynie mieszkańcy wykazują troskę o rezerwat. Dziewięć lat temu próbowali wyperswadować zmotoryzowanym zmianę zachowań [zobacz >>>]. Problem jednak nie maleje, o czym świadczą liczne relacje z wyczynów kierowców wandali na ul. Dewajtis

2006 [zobacz >>>]

2007 [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>]

2008 [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>]

2009 [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>]

2011 [zobacz >>>]

2013 [zobacz >>>]

Władze przez te wszystkie lata nie zrobiły nic prócz szukania wymówek dla własnej bezczynności i odmawiania realizacji różnych postulatów zgłaszanych przez społeczeństwo.