Czy w Warszawie brakuje parkingów?

Od czasu do czasu w debatach mniej lub bardziej publicznych przewija się motyw rzekomego deficytu miejsc parkingowych w Warszawie. Różni fantaści snują mrzonki o parkingach podziemnych, np. pod placem Teatralnym. Dość łatwo jednak znaleźć dowody empiryczne, że problemem nie jest brak miejsc parkingowych, ale niechęć do płacenia za nie oraz bierność wobec parkowania na dziko na każdym niewygrodzonym zasiekami skrawku terenu. A na to żadne parkingi podziemne nie pomogą - jeśli nawet dobry wujek jakieś wybuduje, będą stały puste, o czym, jak czas pozwoli, w następnym odcinku.

Przypadek: Ogród Saski

Ścisłe centrum Warszawy, obrzeża Ogrodu Saskiego, jednego z najstarszych parków w Polsce. W powietrzu aż gęsto od prestiżu i reprezentacyjności (hmm, a może to PM10? [zobacz >>>]), krajobrazu nie psuje żaden przaśny bar mleczny.

Czar jednak cokolwiek pryska, gdy obrócimy się w stronę Teatru Wielkiego i Opery Narodowej.

Lub w stronę ekskluzywnego apartamentowca Rezydencja Opera.

Tymczasem po sąsiedzku, na ul. Fredry. Te białe linie to nie żadna ścieżka rowerowa ani inne zberezeństwa ze zgniłego zachodu, to legalne ogólnodostępne miejsca parkingowe. Niektóre położone dosłownie dwa metry od zaprezentowanego wyżej klepiska.

Jakby ktoś miał problemy z parkowaniem równoległym, to ok. 50 m dalej zaczynają się miejsca do postoju skośnego.

Ale po co płacić za wyznaczone miejsce, skoro wystarczy przejechać kilkadziesiąt metrów po chodniku i przytulić się do drzewka?

Skojarzenia z innymi ssakami uwielbiającymi błotne zabawy nasuwają się same (fot. Bob Jones lic. CC BY-SA 2.0).

Chrum, chrum.

PS

Zdjęcia wykonano 16 kwietnia 2013 r., ok. 8 rano. Teraz, w związku z wygrodzeniem innego, nieodległego klepiska na placu Teatralnym, na ul. Fredry pojawiło się już trochę samochodów. Wciąż jednak bez większego problemu da się znaleźć wolne legalne miejsce.