W poprzednich odcinkach [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] pokazałem przykłady mniej lub bardziej udanego prowadzenia Wschodniego Szlaku Rowerowego w województwie lubelskim i zrealizowanej na nim infrastruktury. Teraz przyjrzymy się oznakowaniu. Na potrzeby budowy Green Velo znowelizowano w 2013 r. rozporządzenia ws. znaków i sygnałów drogowych (Dz.U. 2013 poz. 890 i 891), wprowadzając nowe znaki długodystansowych szlaków rowerowych (od R-4 do R-4e). Jak sprawdzają się ono w praktyce?

Znaki

Oznakowania generalnie jest dużo i - poza paroma wyjątkami - trudno się zgubić. Czarne napisy na ciemnopomarańczowym tle są czytelne, choć nieco mniej od podobnych napisów na tle żółtym, stosowanym w Czechach [zobacz >>>].

Znak R-4a, stosowany w przypadkach wątpliwych, gdy nie wystarczy zwykłe prosto / w prawo / w lewo.

Oznakowanie na razie się wyróżnia, bo w tym regionie jest jedyne w swoim rodzaju. Ale logo szlaku jest miniaturowych rozmiarów i gdy pojawi się więcej szlaków długodystansowych, trzeba będzie lupy, by wybrać właściwy. Przydałoby się przejść na rozróżnianie szlaków numerami, tak jak to było pierwotnie planowane.

Można by też rozważyć wariant znaku R-4 bez piktogramu roweru, ale za to z większym logiem lub numerem - do stosowania np. pod znakami C-13, na których symbol roweru już jest.

Gdzie wieszać?

Najlepiej, gdy znaki szlaku podwieszane są pod drogowskazy i tablice przeddrogowskazowe - wtedy cała informacja o kierunkach jest zebrana w jednym miejscu.

Nieźle też wyglądają znaki szlaku podczepione pod znaki A-7, B-20 czy D-1. Widać wtedy wyraźnie, że zmiana kierunku dotyczy skrzyżowania.

Najmniej czytelnie wyszły skrzyżowania, gdzie oznakowanie rowerowe stoi kompletnie niezależnie. Zbliżając się do punktu podjęcia decyzji otrzymujemy kilka sprzecznych informacji na temat poszczególnych kierunków (prosto na Łosice, prosto na Terespol, prosto na Łosice...), co wymaga chwili zastanowienia i odciąga uwagę od drogi.

Tablice...

Przykład sensownego zastosowania tablicy R-4e i wdrożenia zasady kręgosłupa i ości. Kto spieszy się do Kodnia, wie że ma jechać prosto. Kto ma więcej czasu i chciałby odwiedzić klasztor św. Onufrego w Jabłecznej, powinien skręcić na lokalny czerwony szlak rowerowy w prawo.

Niestety, w wielu przypadkach ze znaków dowiemy się jedynie, że wszystkie drogi prowadzą w to samo miejsce. Na lewo Wola Uhruska, na prawo Wola Uhruska. A można było umieścić na tablicy jakąś sensowną informację, np. że jedna z tras jest krótsza, ale po piachu, a druga zapewnia objazd asfaltem.

Tutaj mogłoby się wydawać, że wszystko w porządku - Ruda Wieś to nie to samo co Wola Uhruska. Ale tak naprawdę zarówno jednym jak i drugim szlakiem można dojechać do obu tych miejscowości.

...i tabliczki

Pod znakami R-4 mogą być umieszczane tabliczki, ostrzegające o stromych podjazdach i zjazdach, przewężeniach i nierównościach. Tabliczki te w zasadzie dublują istniejące od lat znaki ostrzegawcze.

Tymczasem zastosowanie znaków utrudnień powinno być inne. Powinny ostrzegać o warunkach na całym szlaku lub jego odcinku między przecięciami z innym szlakiem. Chodzi o to, aby rowerzysta mógł na rozwidleniu czy przecięciu szlaków, mając do wyboru np. dwa szlaki do Chełma, wybrać ten dostosowany do swoich możliwości, rodzaju roweru, którym jedzie, warunków pogodowych (np. uniknąć szlaku terenowego, jeśli jedzie na rowerze szosowym).

Niekonsekwencje

Od czasu do czasu trafiają się zmyłki i podpuchy. Np. w Terespolu zbliżając się do skrzyżowania z ul. Kodeńską widzimy wyraźną informację, że trasa do Kodenia i Włodawy prowadzi na wprost.

Dopiero w ostatniej chwili, już w zasadzie na samym skrzyżowaniu, mamy szanse dostrzec drugi drogowskaz - odsunięty o 5 m od krawędzi jezdni i schowany w cieniu drzewa - przekonujący, że należy jednak skręcić w prawo.

Podobnie tutaj. Najpierw znak kieruje w prawo, potem prosto, potem jednak w prawo. Tutaj zamiast znaków R-4b i R-4c powinien być jeden R-4d.

Oznakowanie ukryte

Na deser: nawet najlepsze folie odblaskowe, kontrastowa kolorystyka i przemyślana treść nie pomogą, gdy znak ukryty jest w krzakach lub za gałęziami.

Na Green Velo zdarza się to dość często.

Zapewne złożyło się na to wykonywanie robót na ostatnią chwilę, w bezlistnym okresie jesienno-zimowym, pośpiech wykonawcy i brak nadzoru ze strony inwestora.

Zobacz także

Recenzja nowego oznakowania na stronie sieci Miasta dla rowerów:

www.miastadlarowerow.pl/index_wiadomosci.php?dzial=2&kat=9&art=108

Cdn.

W kolejnym odcinku - o morach, czyli Miejscach Obsługi Rowerzystów.