Międzynarodowa grupa aktywistów Greenpeace wsparta przez wolontariuszy Zielonego Mazowsza zaprotestowała przed Kancelarią Premiera przeciwko importowi i uprawie w Polsce kukurydzy modyfikowanej genetycznie. Ekolodzy domagają się jak najszybszego wprowadzenia zakazu upraw 17 gatunków kukurydzy MON 810, dopuszczonej na rynek unijny we wrześniu 2004 r.

Istnieje możliwość zakazania upraw przez poszczególne kraje, w oparciu o tzw. klauzulę bezpieczeństwa. Taki zakaz wprowadziły już Austria, Grecja, Niemcy, Francja i Luksemburg. W styczniu do tego grona dołączyły Węgry, a 1 lutego Komisja Środowiska Parlamentu Słowacji podjęła rezolucję wzywającą rząd do wprowadzenia podobnego zakazu.

"Jest już luty a zakazu ciągle nie ma. Mieliśmy nadzieję, że politycy podejdą do sprawy odpowiedzialnie. Rozmawialiśmy, tłumaczyliśmy, dostarczaliśmy dowody naukowe. Jeśli ten zakaz ma mieć sens, musi być wprowadzony natychmiast. Brak stosownych działań w tej kwestii oznaczać będzie lekceważenie ochrony środowiska oraz interesów polskich rolników" - mówi Maciej Muskat z Greenpeace.

Ekolodzy domagają się ustanowienia zakazu najpóźniej do końca lutego. Lada dzień może rozpocząć się sprzedaż ziarna, potem wysiew i na wycofanie się z upraw MON 810 będzie po prostu za późno. Raz uwolnione do środowiska GMO rozprzestrzenia się w sposób niekontrolowany. W efekcie doprowadza to do istnienia tzw. monokultur rolniczych i uzależnienia rolników od korporacji biotechnologicznych.

Aktywiści spięci łańcuchami zablokowali główny wjazd do Urzędu Rady Ministrów w Warszawie.

Kilku z nich wspięło się na balkon budynku rozwieszając transparent z napisem STOP GMO - PÓKI NIE JEST ZA PÓŹNO.

Przed głównym wejściem do URM ustawiono nadmuchiwany zegar, którego wskazówki pokazywały symboliczne "za pięć dwunasta".

Odpowiedzią premiera na postulaty było użycie siły wobec pokojowo protestujących aktywistów, gdyż "nie zostali zaproszeni".

Protestujących spisano...

...a następnie przewieziono na komisariat. Po kilku godzinach wszyscy zostali zwolnieni.