Po namalowaniu przez nas ścieżki rowerowej na Świętokrzyskiej mieliśmy nadzieję, że w następnym miesiącu będziemy mogli świętować otwarcie nowej trasy zbudowanej przez miasto. Niestety, żadna się nie pojawiła. Za to rzecznik Zarządu Dróg Miejskich Marek Woś stwierdził: "Warszawa to nie wieś, żeby po niej rowerem jeżdzić".

Nie pozostało nam nic innego jak pojawić się w centrum z kolejną inicjatywą.

Czyżby korek... rowerowy?

8 maja o godz. 16 w grupie ponad 100 rowerzystów wjechaliśmy na Rondo Dmowskiego. Czekali już na nas podekscytowani dziennikarze, którzy od razu zaczęli szukać najlepszych ujęć - rowerzyści z Dworcem Centralnym w tle, rowerzyści zwartą grupą, rowerzyści wśród samochodów, rowerzyści między autobusem i tramwajem... Przy drugim okrążeniu policjanci kierujący ruchem zaczęli się denerwować: niby rower też pojazd, ale żeby w takiej ilości i do tego w centrum? Początkowo usiłowali przestraszyć nas krzykami, potem szarpaniem, a w końcu mandatami.

Kierowcy na ogół byli spokojniejsi, bo do korków w tym miejscu już dawno się przyzwyczaili, a budowę ścieżek rowerowych popierają. Niektórzy twierdzili nawet, że sami chętnie przesiedliby się na rower, gdyby ścieżki wreszcie powstały.

Tramwaj przepuszczamy!

Po kilkudziesięciu minutach krążenia wokół ronda rozjechaliśmy się do domów. Korki pozostały do dzisiaj.