Opisując 8 lat temu mankamenty wschodniego odcinka ul. Nocznickiego nie przypuszczałem, że kolejnych argumentów potwierdzających błędy popełnione przy jej projektowaniu dostarczą kierowcy. Budowniczowie tej ulicy pokazali już, jak niepotrzebnie wydzielić drogę rowerową w strefie tempo 30 uspokojonej progami i jak dysfunkcjonalnym chodnikiem zmusić pieszych do chodzenia ciągiem rowerowym [zobacz >>>]. Dziś sprawdzimy następną lekcję płynącą z bezsensownego poszerzenia drogi.

Ul. Nocznickiego to droga klasy lokalnej (L). Zgodnie z przepisami jej wybudowana 10 lat temu jezdnia mogłaby mieć 5–6 m szerokości, ale ma 7 m. Jednocześnie zainstalowano na niej progi spowalniające i znaki ograniczenia prędkości do 30 km/godz (na zdjęciu jeden z nich ;-). Jak się okazuje – szerokość ma decydujące znaczenie dla zachowań kierowców, hasłu ,,Szerokość zabija'' nie można odmówić racji [zobacz >>>].

W każdy dzień roboczy ul. Nocznickiego zamienia się w parking. Południowy pas na prawie całej długości staje się pasem parkowania równoległego.

Mimo zwężenia jezdni o 1,5 metra samochody mijają się na niej bez problemu, co można zobaczyć na poniższym filmie. Oczywiście podczas takiego manewru trzeba zredukować prędkość, ale przecież wynikają z tego same korzyści – jest bezpieczniej i ciszej.

Na zachodnim, ślepym fragmencie ulicy parkowanie kwitnie po obu stronach, ale nawet tu jakoś funkcjonuje ruch dwukierunkowy.

Takiej parkingowej metamorfozy ul. Nocznickiego doświadcza już kilka lat. Jedni kierowcy zwężają jezdnię, inni używają jej trochę wolniej i uważniej. Daje to podstawy do stwierdzenia zawartego w tytule tego artykułu. Ulica lokalna może mieć 5,5 metra szerokości i da się po niej jeździć. Zarządca drogi z pewnością zdążył już zauważyć codzienną sytuację, a skoro nie przeciwdziała jej, to znaczy że ją akceptuje. Szkoda tylko, że ten czasowy parking musiał kosztować tyle co pełnowartościowa jezdnia. Budując ul. Nocznickiego z głową można było zaoszczędzić sporo publicznych pieniędzy. Gdyby odcinek długości 650 m był o 1,5 m węższy, pochłonąłby o 975 m2 mniej asfaltu i podbudowy (20%). Mniej płacilibyśmy za jej sprzątanie i odwodnienie. Ale oszczędności finansowe to nie wszystko.

Gdyby zarząd ,,zielonej dzielnicy'' przyszłej ,,zielonej stolicy Europy'' planując nową ulicę kierował się zdrowym rozsądkiem, ocalałoby wiele drzew wyciętych w związku z budową. Na przykład te dwa dorodne drzewa na skrzyżowaniu Nocznickiego i Pstrowskiego (zdjęcie z 2005 r.), po których obecnie nie ma śladu. Węższa jezdnia zmieściłaby się między nimi.

Parę kolejnych można było zachować na zielonych szykanach w jezdni, jak to robią cywilizowane kraje (na zdjęciu ulica Västergatan w szwedzkim miasteczku Åstorp [zobacz >>>]).

A tutaj meandrująca między drzewami Dalbker Straße w osiedlu Lipperreihe k. Oerlinghausen w Niemczech [zobacz >>>].

I dla porównania jeszcze raz ,,pas startowy'' zwany ulicą Nocznickiego. Na chodnik po prawej zabrakło miejsca... Widać różnicę? Przy której z trzech powyższych ulic wolelibyście mieszkać?