Stolice i obwodnice

Brak obwodnic, w domyśle bezkolizyjnych, często wymieniany jest jako główny problem komunikacyjny Warszawy. Stanowi uniwersalną wymówkę dla powolnego tempa wprowadzania priorytetów dla transportu publicznego, niemożności wytyczania naziemnych przejść dla pieszych i kontrapasów rowerowych w Śródmieściu, a nawet powściągliwości w rozszerzaniu strefy płatnego parkowania. Brak ten chłopcy transportowcy kompensują sobie ambitnym planami nie jednej, nie dwóch, ale co najmniej trzech bezkolizyjnych obwodnic w granicach miasta, uzupełnianych równie bezkolizyjnymi łącznikami i zastrzeżeniem, że oczywiście żadna z nich nie jest przeznaczona do ruchu tranzytowego.

W związku z zbliżającym się, choć ponownie przełożonym, otwarciem półobwodnicy ekspresowej [zobacz >>>] i trwającą budową kolejnej ćwiartki, a jednocześnie znacznymi cięciami w funduszach na drogi, warto przyjrzeć się tym planom nieco dokładniej. Jednak zanim do tego dojdziemy, chcemy zaproponować przegląd kilku porównywalnych w Warszawą stolic europejskich pod kątem liczby i lokalizacji bezkolizyjnych obwodnic. Opis każdego z miast uzupełnimy podstawowymi danymi umożliwiającymi porównanie z Warszawą oraz mapą przedstawiającą układ tras bezkolizyjnych - zawsze w tej samej skali.

Na dobry początek miasto partnerskie - Berlin.

Ile obwodnic ma Berlin?

Miasto Liczba mieszkańców Powierzchnia Liczba obwodnic zamiejskich Liczba obwodnic miejskich
Berlin 3,4 mln 892 km2 1 0,5

Berlin - układ bezkolizyjnych dwujezdniowych tras w aglomeracji.

Obwodnica zamiejska

Berlin można ominąć z każdej strony dzięki Berliner Ring, czyli Bundesautobahn 10. A10 to kompletna obwodnica autostradowa, przebiegającą w odległości od 15 do 45 km od centrum miasta. Kto wyobrażenia o niemieckich autostradach czerpie z forów internetowych, może się jednak zdziwić - typowy przekrój to 2x3 pasy ruchu, a prędkość miejscami ograniczona jest już nawet do 60 km/h ze względu na ochronę przed hałasem (na co wskazuje tabliczka Lärmschutz pod znakami).

Obwodnica miejska

Dawno, dawno temu planowana była także obwodnica miejska - Berliner Stadtring (A100) - w odległości ok. 6-8 km od centrum. Pierwszy jej odcinek powstał jeszcze w latach 50-tych, jednak do dzisiaj ukończono jedynie niecałą połowę jej długości i nikt poważny nie proponuje bezkolizyjnego domknięcia tego ringu.

Ostatni odcinek, łączący A100 z A113 (czyli wylotówką na Drezno, Wrocław i Warszawę), który oddano do użytku w 2004 r., aż w 65% (1,7 km z 2,6 km) prowadzi w tunelu. Na powierzchni w ramach kompensaty utworzono park i rozbudowano sieć tras rowerowych. W planach pozostał jeszcze jeden odcinek, podobnej długości, jednak jego budowa stoi pod znakiem zapytania ze względu na protesty społeczne.

Obwodnice... kolejowe

Berlin ma jeszcze dwie obwodnice, ale... kolejowe.

Miejską Ringbahn (Berliner Innenring, BIR) obsługują obwodowe linie S-41 i S-42 w 10-minutowym takcie, na wybranych odcinkach wzmacniane innymi liniami S-Bahn. Jak przystało na obwodnicę, stanowi ona także granice strefy ekologicznej, do której wjazd samochodów osobowych jest ograniczony. Zewnętrzna obwodnica kolejowa (Berliner Außenring, BAR) również stanowi zamknięty pierścień, służy jednak głównie ruchowi towarowemu.

Warto dodać, że główną inwestycją transportową z okazji zjednoczenia Berlina nie była budowa obwodnic, ale nowej średnicowej linii kolejowej północ-południe oraz nowego dworca głównego Berlin Hauptbahnhof na jej skrzyżowaniu z istniejącą linią wschód-zachód.

Co zamiast?

Brak obwodnicy miejskiej nie przeszkadza Berlinowi uspokajać ruchu w granicach miasta. Na 72% sieci drogowej obowiązuje ograniczenie do 30 km/h, coraz częściej pojawiają się także ograniczenia do 10 km/h i tzw. „ulice rowerowe”. Ulice główne i zbiorcze są sukcesywnie zwężane. Rozwiniętą sieć komunikacji szynowej uzupełnia 100 km pasów autobusowych.

Wszystko po to, aby mieszkańcy Berlina nie wyprowadzali się za miasto w poszukiwaniu ciszy i nie kupowali samochodów, dla których potrzebne byłyby nowe obwodnice i miejskie trasy ekspresowe. Sprytna osoba rozwiązuje problem; mądra ich unika – jak dawno temu zauważył pewien niegłupi Niemiec.