Pod koniec maja, po niecałych trzech latach starań [zobacz >>>], Warszawa wzbogaciła się o nowe pasy ruchu dla rowerów - na ul. Tamka na odcinku Kopernika - Topiel. To 7. stołeczna ulica wyposażona w pasy rowerowe i ważne połączenie ścisłego centrum z Powiślem. Rowerzyści chętnie korzystają z tej nowinki - wcześniej jadący w dół utykali w korku, a w górę popędzani byli przez nie mogących ich wyprzedzić kierowców. Do paru szczegółów musimy się jednak przyczepić: szerokość pasów jest poniżej minimalnej dopuszczalnej, a ich zakończenie należy do dziedziny twórczości abstrakcyjnej.

Kwestia szerokości

W pierwszych relacjach prasowych podnoszona była kwestia niewystarczającej szerokości pasów ruchu dla rowerów. Zgodnie z projektem pas rowerowy miał mieć 1,5 m szerokości, a samochodowy - 3,0 m. Sprawdziliśmy - na ulicy jest 1,5 m, ale od krawężnika do zewnętrznej krawędzi linii wyznaczającej pas, czyli łącznie z szerokością linii i rynsztoka. Jest to niezgodne z przepisami - zgodnie z pkt 2.2.1 załącznika 2 do rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach (Dz.U.2003.220.2181): szerokość wyznaczonego liniami pasa ruchu mierzy się w osiach tych linii. Niestety, po raz kolejny wyszła na jaw słaba znajomość obowiązujących przepisów wśród warszawskich drogowców.

Ponieważ do oddzielenia pasów zastosowana została linia P-2b o szerokości 24 cm, to pas rowerowy jest o 12 cm za wąski, a samochodowy o 12 cm za szeroki względem projektu. Nie jest to problem w korku powszednim, gdy samochody grzecznie stoją lub suną powoli, ale może mieć znaczenie późnym wieczorem lub w dzień wolny od pracy, gdy kierowcy korzystając z pustej jezdni rozpędzają się ile fabryka dała. Jadąc "swoim pasem" nie myślą o zachowaniu bezpiecznej odległości od rowerzysty na sąsiednim.

W dół

W kierunku Powiśla pas dla rowerów zaczyna się zaraz za ulicą Kopernika. Gdy na Tamce nie ma korka, wjazd na pas jest bezproblemowy.

Żeby jednak dostać się na początek pasa dla rowerów w popołudniowym szczycie, trzeba się trochę poprzepychać. Miejsce jest, by zacząć pas wcześniej, trzeba by tylko skorygować położenie separatora.

Za to dalej jest już - dosłownie i w przenośni - z górki. Kto jeździł Tamką, pamięta, że ominięcie korka wymagało wcześniej sporej gimnastyki. Teraz to czysta przyjemność.

Choć zdarzają się także rowerzyści, którzy wyraźnie nieswojo czują się na pasach przy prawej krawędzi jezdni i wciąż wolą korzystać z tego węższego pasa dla rowerów pośrodku.

A propos szerokości: szerokość pasa rowerowego w zasadzie byłaby wystarczająca. Byłaby, gdyby nie studzienki kanalizacyjne i nierówne łaty wokół nich. Aby nie wjechać w dziurę, rowerzyści w paru miejscach muszą odbić do lewej krawędzi swojego pasa.

Co może stanowić problem, zwłaszcza gdy trafi się kierowca autobusu nie trzymający się swojego pasa.

Pewnym problemem jest także brak legalnego zjazdu z pasa rowerowego w dół do popularnego wśród rowerzystów OSiRu, na który to brak m.in. zwracaliśmy uwagę podczas konsultacji projektu. Jedni tną ciągłą i przebijają się między samochodami...

...inni zjeżdżają po chodniku od skrzyżowania z Kopernika.

Pas wykorzystywany jest także przez skutery, co nie powinno być raczej problemem - przynajmniej dopóki kierujący jednośladami z silnikiem nie będą próbowali wyprzedzać rowerzystów w obrębie dość wąskiego jednak pasa.

Na plus dodatni należy zaliczyć oznakowanie kolorem czerwonym odcinków pasa przecinający wloty ulic podporządkowanych czy zjazdy bramowe. Choć pojawiły się też głosy, że zastosowana farba jest śliska po deszczu.

Słabym punktem jest zakończenie pasa, który urywa się nieco przed skrzyżowaniem z Kruczkowskiego. Tym bardziej niezrozumiałe, że za skrzyżowaniem są już dwa pasy ruchu i pas rowerowy mógłby płynnie przechodzić w pas ruchu ogólnego.

Na osłodę w miejscu zakończenia pasa obniżono krawężnik i oznakowano ok. 10 m chodnika jako ciąg pieszo-rowerowy, co umożliwia skręt na ścieżkę wzdłuż Kruczkowskiego bez czekania na światłach, a na ścieżkę wzdłuż Topiel - "na dwa".

Pozostaje jednak problem jazdy na wprost. Większość rowerzystów po prostu jedzie dalej po powierzchni wyłączonej z ruchu. Tu powinien być albo jeden szerszy pas samochodowo-rowerowy (tak by samochody skręcające w prawo mogły się przysunąć do krawężnika), albo wysunięta linia zatrzymania dla rowerzystów (tak by rowerzyści oczekiwali na zielone w miejscu, w którym byliby widoczni dla kierowców).

W górę

W górę pas zaczyna się lepiej, zaraz za przejazdem dla rowerów.

Nie jest łatwo, ale jedziemy.

Veturilo też daje radę.

Pas kończy się jednak fatalnie, na zakręcie i sporej stromiźnie. Wbrew zasadom bezpieczeństwa urwano na podjeździe pas wolniejszy. Wielu rowerzystów całkiem rozsądnie ucieka ostatnim zjazdem na dość szeroki w tym miejscu chodnik.

Gdyby pojechali na wprost, musieliby się liczyć np. z zajechaniem drogi przez skręcający autobus.

Tymczasem obok mnóstwo miejsca zajmuje nieregularna kieszeń dla skręcających w lewo. Nie dało się z niej uszczknąć paru metrów?

Tym bardziej, że za zakretem jest szeroko i w zasadzie można by doprowadzić pas rowerowy do Świętokrzyskiej (gdzie obecnie są dwa pasy ruchu, a po przebudowie ma być pas rowerowy).