Do: mgr inż. Janusz Galas, Inżynier Ruchu m. st. Warszawy.

Dotyczy: utrudnienia w ruchu komunikacji publicznej w al. Solidarności na odcinku Andersa - Targowa.

Szanowny Panie!

Pozwolę sobie nie zgodzić się z Pana tezą o tym, że zastosowanie separatorów do wydzielenia pasów tramwajowo-autobusowych na trasie W-Z "nie uchroniłoby go przed wykorzystywaniem przez nieuprawnione pojazdy". Istnieją liczne przykłady zagraniczne jak również krajowe, pokazujące wysoką skuteczność takich rozwiązań, przy ich niskim koszcie. Załączam zdjęcia z Krakowa, gdzie pasy tramwajowo-autobusowe oddzielone separatorami, wspólne przystanki tramwajowo-autobusowe, sygnalizacja przyznająca automatycznie zielone światło pojazdom komunikacji publicznej to rozwiązania powszechne i codziennie wykazujące swą wysoką skuteczność.

Uważam, że przepis o konieczności ustępowania miejsca przez kierujących nadjeżdżającym pojazdom szynowym jest niemożliwy nie tylko do wyegzekwowania, ale najczęściej również do zrealizowania przez kierujących. Ustąpienie jest możliwe tylko poprzez zmianę pasa ruchu, co jest możliwe tylko kiedy ten jest wolny, a więc kiedy ruch i tak odbywa się płynnie. Natomiast w sytuacji zakorkowania ulicy kierujący nie ma fizycznej możliwości ustąpienia miejsca (i nie można go za to karać). Dlatego też wszędzie w świecie w takich sytuacjach wydziela się jeden pas tylko dla pojazdów komunikacji publicznej.

Jest to uzasadnione faktem, że według książki Inżynieria Ruchu autorów W. Suchorzewskiego, S. Datki i M. Tracza jeden pas ruchu dla samochodów osobowych ma przepustowość ok. 3500 osób/h, natomiast jeden pas ruchu dla tramwajów aż ok. 18000 osób/h. W sytuacji ograniczonej przestrzeni i wysokiego popytu ruch organizuje się w taki sposób, aby umożliwiać jak najlepsze wykorzystanie form transportu o najwyższej efektywności.

Dlatego też jestem za jak to Pan określił rozwiązaniem drastycznym, czyli całodobowym wyłączeniem pasa autobusowo-tramwajowego z ruchu innych pojazdów na tym ciągu. Według mnie nie jest to rozwiązanie drastyczne, tylko normalne. Cóż drastycznego byłoby w tym, że komunikacja zbiorowa, którą odbywa się 2/3 niepieszych podróży w Warszawie, miałaby do wyłącznej dyspozycji 1/2 jezdni, a pasażer który przesiadłby się z samochodu osobowego do tej formy transportu, która jest przyjazna środowisku i nie powoduje korków, miałby gwarancję szybszego przejazdu niż samochodem? Przypominam także, że większość mieszkańców miasta jest za wprowadzaniem priorytetów dla komunikacji zbiorowej nawet kosztem samochodów osobowych, w tym duża część samych kierowców.

Dlatego też domagam się jak najszybszego wydzielenia takiego pasu. Nie rozumiem także potrzeby kolejnych analiz skutków takiego działania skoro istnieją już opracowania TORu, a także Politechniki Warszawskiej. Oczywiście niezbędne są odpowiednie projekty i uzgodnienia. Nie rozumiem jednak dlaczego Warszawa jest w dziedzinie inżynierii ruchu trzydzieści lat za Europą Zachodnią i 10 lat za Krakowem i Wrocławiem?