Dobiega końca uszczelnianie kolektora przecinającego Las Bielański. Zezwalając na tę ingerencję instytucje odpowiedzialne za ochronę przyrody kolejny raz pokazały swoją beztroskę i uległość wobec żądań inwestora.

Lekceważenie społeczeństwa

W maju br. przy wjeździe w drogę Kamedulską pojawił się taki znak budzący słuszne zdziwienie wśród odwiedzających. Nie towarzyszyła mu żadna tablica informacyjna. Także trzy miejsca prowadzenia robót (tzw. komory montażowe) nie posiadały żadnych opisów czy wyjaśnień skierowanych do społeczeństwa żywo zainteresowanego bezcennym rezerwatem. Żadna z instytucji – państwowych, miejskich czy dzielnicowych – nie uznała, że pracom tak znacznie ingerującym w środowisko powinien towarzyszyć na miejscu przekaz informacyjny dla odwiedzających.

Dopiero miesiąc po ustawieniu tego znaku RDOŚ zamieścił na swojej stronie internetowej szczątkowy komunikat w związku z sygnałami świadczącymi o społecznym zainteresowaniu pracami.

Kilkanaście lat akcji i wystąpień społecznych w obronie najcenniejszego stołecznego rezerwatu przyrody [zobacz >>>] to wciąż za mało, by rządzący poważnie traktowali stronę społeczną choćby informując ją z wyprzedzeniem i wyczerpująco o działaniach dotyczących Lasu.

W lakonicznym ogłoszeniu RDOŚ uspokaja nas, że zakres oraz lokalizacja planowanych prac gwarantuje brak znaczącego negatywnego wpływu na środowisko przyrodnicze rezerwatu. Czy rzeczywiście? Dokumenty, do których dotarliśmy (nie bez problemów) i obserwacje w terenie nie potwierdzają tego optymizmu.

Po uzasadnionej krytyce uległości GDOŚ wobec oczekiwań inwestora [zobacz >>>] i krótkowzroczności tego organu [zobacz >>>] można było oczekiwać wyciągnięcia wniosków z własnych uchybień. Niestety, zamiar remontu kolektora potraktowano tak samo niefrasobliwie jak budowę chodnika.

Warianty alternatywne? Szkoda czasu na szukanie

Zacznijmy od wniosku inwestora. W punkcie 6 powinien on wyczerpująco uzasadnić brak rozwiązań alternatywnych, czyli wykazać przede wszystkim, dlaczego ta ponad stuletnia budowla musi nadal funkcjonować. Trzy lata utrudnień wzdłuż Marymonckiej. Byłem pewien, że po zakończeniu tych prac kolektor pod Lasem Bielańskim zostanie wyłączony z eksploatacji! - mówi Rafał, mieszkaniec Bielan.

Ta naturalna kwestia nie pojawia się jednak ani we wniosku, ani w decyzji GDOŚ, na którym ciąży prawny obowiązek wykazania braku rozwiązań alternatywnych jako kluczowego warunku wydania zgody na odstępstwa od przepisów ochronnych. Wykazania poprzedzonego wszechstronną analizą, a nie przyjęcia a priori wizji inwestora za jedynie słuszną. Nie wiemy, dlaczego ścieki nadal muszą płynąć przez Las, skoro równolegle biegnie teraz ogromny rurociąg pod ul. Marymoncką. Być może są jakieś racjonalne powody takiej sytuacji, ale organ państwowy powinien je zbadać i opisać w uzasadnieniu decyzji, a nie iść na skróty pod dyktando inwestora.

Kompensacja przyrodnicza? Niepotrzebna

W kolejnym punkcie 7 wnioskodawca powinien opisać planowane działania minimalizujące i kompensujące. Po kilkunastu liniach zupełnie nie na temat zapewnia on, że zostaną wyrównane szkody dokonane w środowisku na etapie wykonania remontu. Jakie dokładnie szkody? Jakimi sposobami zostaną wyrównane? Tego wniosek nie precyzuje. Nie opisuje też jakościowo szkód ani nie ocenia ich skali ilościowo. Nie odwołuje się do żadnej fachowej oceny wpływu na środowisko, którą powinni wykonać specjaliści o odpowiednim przygotowaniu zawodowym, stosownie do obszaru planowanego przedsięwzięcia.

Wniosek obarczony takimi wadami należałoby odesłać do inwestora jako niepełny. A co robi GDOŚ? Nie tylko nie kwestionuje braku analizy rozwiązań alternatywnych, ale też sam z siebie uznaje, że nie ma konieczności wykonania kompensacji przyrodniczej!

Przy wszelkiego typu budowach regułą jest dosadzanie co najmniej tylu drzew i krzewów, ile się wycina, a często nawet w większej ilości. Podejście to stosuje się na terenach zabudowanych, np. wzdłuż ulic. Dlaczego GDOŚ odstąpił od niego w przypadku rezerwatu przyrody?

Ile drzew wyciąć? Zdecyduje wykonawca

Co więcej, GDOŚ zezwolił na wycinkę drzew i krzewów, mimo że wniosek nie wskazywał takiej potrzeby, czyli w niespotykany sposób orzekając ponad żądanie strony postępowania.

Ilu drzew? Których konkretnie? Decyzja nie precyzuje ani ich liczby, ani lokalizacji (jak to było w przypadku chodnika i dwóch robinii). Kwestię wyboru zieleni do likwidacji oddaje w ręce wykonawcy – wycince będą podlegały tylko te drzewa i krzewy, których usunięcie jest konieczne do wykonania planowanych prac. Robotnicy wykonujący remont mają więc pełną swobodę, mogą uznać usunięcie dowolnych roślin w zasięgu ich działań za konieczne. Nie wymaga to żadnych konsultacji z kimkolwiek!

W tej samej decyzji czytamy jednak, że wykonawca ma obowiązek zabezpieczyć przed uszkodzeniami pnie drzew rosnących w bezpośrednim sąsiedztwie prowadzonych prac. Po co, skoro może je wyciąć jeśli uzna to za konieczne? Czy nikt w GDOŚ nie zauważył sprzeczności między warunkiem i zezwoleniem zawartym w tym samym dokumencie?

Trudno się dziwić, że przy tak życzliwym dla wnioskodawcy nastawieniu organu i braku nadzoru nad pracami ich wykonawca stosował się bardzo wybiórczo do wymogu osłaniania drzew. Części nie zabezpieczył w ogóle, część tylko owinął folią.

Oto jedno z niezabezpieczonych i uszkodzonych drzew przy trasie dowozu rur do komory montażowej w środku rezerwatu widocznej na poprzednim zdjęciu. Odpowiedzialność za te szkody i ich ryzyko spada także na GDOŚ, który nie nałożył wymogu prowadzenia prac pod stałym lub choćby okresowym nadzorem.

W kolejnym „warunku” GDOŚ zastrzegł, że ruch pracowników w granicach rezerwatu będzie ograniczony wyłącznie do terenu objętego ww. pracami. Próżno jednak szukać w decyzji choćby zgrubnych granic tego terenu czy szerokości i przebiegu pasa, którego dotyczy pozwolenie.

Wskazano precyzyjnie jedynie trasę transportu na graficznym załączniku do decyzji (fragment obok), ale... symbolizująca ją przerywana linia czerwonych kwadracików kończy się (A) około stu metrów od komory montażowej (B) nie dochodząc do niej. Trzymając się ściśle litery decyzji należałoby uznać dowożenie materiałów i sprzętu do punktu B za złamanie prawa.

De facto na całej trasie kolektora znajduje się sporo otworów rewizyjnych, z których część wykorzystywano podczas robót. Decyzja GDOŚ nic na ten temat nie mówi.

Fauna? Niech spada

GDOŚ miał pełne podstawy, by nakazać prowadzenie prac poza sezonem lęgowym ptaków, co jest powszechną praktyką w przypadku siedlisk ptasich, do których oczywiście zalicza się Las Bielański. Nie zrobił tego. Nie uznał za stosowne by wyjaśnić, czy w pobliżu placów budowy gniazdują ptaki, zadbać o opinie ornitologiczne czy choćby nakazać nadzór ornitologiczny podczas rozpoczynania prac w kolejnych miejscach rezerwatu. Trzeba powiedzieć wprost – jest to karygodne niedbalstwo i beztroska dyskwalifikujące GDOŚ z punktu widzenia rangi i celów istnienia tego organu.

GDOŚ nie nakazał zabezpieczenia wykopów, aby nie wpadały do nich zwierzęta (jeże, kuny, myszy, żaby, węże, chrząszcze itp.) które przejdą przez ogrodzenie z siatki.

Podobnie jak w przypadku chodnika przy ul. Dewajtis GDOŚ nie wspomina nawet słowem, że decyzja dotyczy nie tylko rezerwatu, ale również obszaru Natura 2000 [zobacz >>>]. Można przypuszczać, że remont nie miał znaczącego wpływu na cele i gatunki objęte tą formą ochrony, ale jest to tylko przypuszczenie. Organ tej rangi co GDOŚ nie może pomijać milczeniem tak ważnych aspektów, ale czyni to w odniesieniu do Lasu Bielańskiego już drugi raz!

Z rozdzielnika decyzji wynika, że jej stroną był tylko i wyłącznie pełnomocnik MPWiK. GDOŚ nie uznał za stronę jednostki samorządowej, na której terenie leży rezerwat, ani nawet jego administratora (Lasy Miejskie – Warszawa) – jak to miało miejsce w przypadku podobnego postępowania dot. chodnika [zobacz >>>]. Nie mówiąc o organizacjach społecznych (na podstawie art. 32. § 4. k.p.a.). W efekcie w postępowaniu nie uczestniczył żaden podmiot mogący bronić interesu społecznego, przeciwstawić się nadużyciom i wytknąć błędy w momencie, kiedy można jeszcze je skorygować, a nie po fakcie – jak to czynimy w tym artykule. Beztroska GDOŚ w doborze stron postępowania ze szkodą dla środowiska i społeczeństwa ma się dobrze.

Ludzie odwiedzający Las? Niech siedzą w domu

Zezwalając na remont GDOŚ zignorował jego wpływ na ruch pieszy i rowerowy w rezerwacie, mimo że obszar ten objęto ochroną m.in. w celu zachowania wartości społecznych Lasu Bielańskiego [zobacz >>>], w czym zawiera się możliwość korzystania z jego uroków. Próżno szukać w decyzji GDOŚ jakichkolwiek warunków odnośnie zachowania drożności traktów leśnych czy bezpieczeństwa ruchu na nich.

Przez kilka tygodni rury składowane wzdłuż drogi Kamedulskiej uniemożliwiały ruch pieszy i rowerowy przez teren dawnego zaplecza między Kamedulską a węzłem przy południowym przyczółku estakady Wisłostrady.

Widok z przeciwnej strony, w kierunku Wisły. Ścieżka ta pełni bardzo istotną rolę i zapewnia wygodne połączenie bez żadnych przewyższeń.

W taki sposób, bez słowa jakiejkolwiek informacji, potraktowano ludzi licznie korzystających z tego połączenia. Zagrodzenie ścieżki w tym miejscu nie było konieczne, gdyż dalej rozwidla się ona i odnogą przy płocie UKSW można dojść do Kamedulskiej.

Z ostatniej chwili

W ostatnich dniach wykonawca remontu zdemontował część ogrodzenia i bramy między AWF i Lasem Bielańskim. Oto zdjęcie tego miejsca z terenu AWF.

Na ujęciu z przeciwnej strony widać gruz z demontażu kolektora, którym wypełniono różnicę wysokości po obu stronach podmurówki. W jakim celu? Nietrudno zgadnąć – dla umożliwienia wjazdu sprzętu budowlanego z tymczasowej bazy zlokalizowanej na AWF (w tle widać ogrodzenie położonej tam komory montażowej) do rezerwatu.

Potwierdzają to bardzo wyraźne ślady opon wiodące do oddalonej o ok. 100 metrów studni rewizyjnej. Sęk w tym, że decyzja GDOŚ i jej graficzny załącznik nic nie mówi o ruchu samochodów i innego sprzętu w rezerwacie poza trasą wspomnianą wcześniej. Czy mamy do czynienia z łamaniem prawa?

Podsumowanie

W tak poważnym dokumencie, jak omawiana tu decyzja, GDOŚ nie zdobył się nawet na precyzyjne określenie lokalizacji ani całego kolektora, ani żadnej z komór. Przekopiował z wniosku nic niemówiący opis wraz z potoczną nazwą „Lasku Bielańskiego” - formalnie nie istniejącą.

Beztroska tego organu przeraża. Strach pomyśleć, jaka przyszłość czeka najcenniejszy stołeczny rezerwat, skoro druga już kluczowa dla niej decyzja zapada w tak niefrasobliwy sposób, na zasadzie spełniania oczekiwań wnioskodawcy, nie tylko bez udziału, ale nawet bez powiadomienia społeczeństwa.

Źródła

Pełne kopie omawianych dokumentów można pobrać pod poniższymi odsyłaczami.

- wniosek MPWiK PDF, 1384 kB

- decyzja GDOŚ PDF, 1691 kB