Zamiast wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów [zobacz >>>] i posłuchać głosów sprzeciwu [zobacz >>>] budowniczowie metra kontynuują antypiesze działania na jeszcze większą skalę. A jesienno-zimowa aura potęguje ich skutki.

Z początkiem września na Rondzie Daszyńskiego skopiowano szykany znane z Nowego Światu. Tyle że wielokroć większy rozmiar skrzyżowania odpowiednio wzmaga utrudnienia. Zamiast 60 metrów piesi mają do przejścia ponad 200, a przy tym tracą kilka minut czekając w skrajnym przypadku nawet na sześciu światłach faworyzujących samochody, nie licząc dwóch świateł przy torowiskach.

Dla zobrazowania sytuacji posłużmy się mapką organizacji ruchu wokół ronda. Naniesiono na niej
• czerwoną linią - zamkniętą trasę pieszą;
• zieloną - trasę okrężną.
• żółtymi - możliwość wytyczenia przez środek ronda dodatkowych przejść skracających dystans i czas oczekiwania.
• na niebiesko - możliwość odgięcia pasów w stronę środka ronda by zrobić miejsce pieszym między jezdnią a płotem budowy.

Piesi postawieni pod murem w centrum stolicy

Poniższe zdjęcia, choć wykonane we wrześniu br., są nadal aktualne i nie wymagają opisów. Można tylko dodać, że jesienno-zimową porą znacznie łatwiej o wypadek i ochlapanie, za to nakładać drogi -- znacznie trudniej.

Na Okopowej i Towarowej przybywa rowerzystów. Oni mogą przedostać się przez rondo legalnie, co nie znaczy że wygodnie i bezpiecznie. O ruchu rowerowym na prostopadłej relacji - niżej.

Metro Warszawskie dezinformuje czy nie nadzoruje?

Inwestor wydał za publiczne pieniądze broszurę Budowa II linii metra Jak poruszać się po centrum (32 strony, kolor, A5), na zdjęciu jej obie okładki. Warto odnotować wyeksponowany z przodu znak Zakochaj sie w Warszawie. Gratulujemy poczucia humoru!

Zawarty w książeczce plan sytuacyjny Ronda Daszyńskiego wyraźnie wskazuje, że przez zamknięty zachodni wlot skrzyżowania powinien prowadzić ciąg dla pieszych. Do czerwonej granicy placu budowy w górnej części rysunku przylega szary pas połączony z pozostałymi obszarami ruchu pieszych. Dlaczego w rzeczywistości nie istnieje? Czy broszura zawiera dezinformację, czy czasowa organizacja ruchu jest niezgodna z projektem (co znamy już z dokonań spółki Metro Warszawskie z ul.Kasprowicza [zobacz >>>]?

Pasażerowie wysiadający z tramwajów chcąc dostać się do biurowców po przeciwległej stronie ulic Prostej i Kasprzaka nacinają się na brak przejścia dopiero po przekroczeniu zachodniej jezdni ul. Towarowej. Na przystanku nie ma żadnej wskazówki na temat tras dojścia dla pieszych. Aby wrócić muszą czekać 1,5 minuty (tyle trwa zielone światło dla samochodów na ul. Towarowej), a następnie zdążyć przejść w ciągu (uwaga!) 8 sekund! Tyle trwa zielone dla pieszych, ponad dziesięć razy krócej niż samochodowe. I tak nawet czterokrotnie.

Dyskryminacja pieszych na filmie

Zamieszczony niżej film daje przekrojowy obraz sytuacji pieszych i zachowań, do jakich zmusza ich beztroska urzędników odpowiedzialnych za organizację ruchu. Widać na nim, jak piesi

- nagminnie narażają się na potrącenie idąc jezdnią przy ogrodzeniu, zamiast legalną, okrężną, trzykrotnie dłuższą drogą wokół całego ronda;

- muszą czekać 80 sekund na zielone światło, które trwa... 8 sekund i łatwo je przegapić, kiedy jest zasłonięte przez wyższe samochody;

- zniecierpliwieni przechodzą na czerwonym, co przy ciasno zastawionej jezdni i ograniczonej widoczności stwarza poważne zagrożenie wypadkiem;

- ledwie wyrabiają się podczas sygnału zielonego - zbyt krótkiego do pokonania trzech pasów ruchu;

- podejmują bezskuteczne próby wchodząc na jezdnię i cofając się.

W 3:00 minucie widzimy, jak kierowca samochodu dostawczego nie waha się przejechać przed nosem pieszego podpierającego się kulą. Kilka fragmentów pokazuje, że piesi nie są bezpieczni nawet na chodniku, bo zaradniejsi kierowcy skracają sobie przez niego dojazd na parking. Zapewne to jeden z przejawów powszechnego problemu z zauważaniem pieszych, który ostatnio celnie zdiagnozował podkomisarz Browarek z KSP: ,,nie są dobrze oznakowani''. Fakt. Nie noszą kamizelek odblaskowych, kasków ani lampek, nie montują sobie lusterek na ramionach, wchodzą na chodnik nie rozglądając się. Zamiast siedzieć w domu - wyłażą na ulice i beztroskim zachowaniem wręcz prowokują nieszczęście.

Opis filmu www.youtube.com/watch?v=JjIG82nWbx4 zawiera aktywne odsyłacze do poszczególnych typów sytuacji.

Gdzie jest Inżynier Ruchu?

Obserwując skalę opisanych zagrożeń i utrudnień trudno nie zapytać, czy ta gehenna pieszych to efekt samowoli wykonawcy czy świadomej decyzji Inżyniera Ruchu m.st. Warszawy. Wszak zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Infrastruktury w sprawie szczegółowych warunków zarządzania ruchem na drogach oraz wykonywania nadzoru nad tym zarządzaniem organ zarządzający ruchem może odrzucić projekt organizacji ruchu w przypadku stwierdzenia niezgodności projektowanej organizacji ruchu z założeniami polityki transportowej lub potrzebami społeczności lokalnej (§ 8. p. 6.).

Niestety, inż. Janusz Galas nie skorzystał z tego uprawnienia. Nie dostrzegł żadnych sprzeczności ani z założeniami polityki transportowej miasta, ani z potrzebami mieszkańców, choć trudno o bardziej jaskrawy przykład lekceważenia obu tych dziedzin. I w imię czego ta prosamochodowa gorliwość? Przecież przepustowość jezdni ul. Towarowej w tym miejscu i tak nie ma większego znaczenia, gdyż korkuje się ona dalej (na pl.Zawiszy i przy Kolejowej). Świetnie to widać na filmie.

Kiedy w wypadku ucierpi pieszy skracając sobie drogę wbrew zakazowi, winien będzie on, a nie stołeczni specjaliści od BRD. Względy bezpieczeństwa - tylekroć przez nich podnoszone jako przeszkoda dla różnych usprawnień dla niezmotoryzowanych [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] - polegają tym razem na przerzuceniu ciężaru odpowiedzalności za bezpieczeństwo na grupę stojącą najniżej w drogowym porządku dziobania - na pieszych. Ma w tym swój udział również policja, która też opiniuje projekty organizacji ruchu i w przypadku dróg rowerowych potrafi zdecydowanie ze swego prawa veta korzystać.

Według Janusza Galasa ,,program sygnalizacji świetlnej jest wynikiem kompromisu pomiędzy potrzebami wszystkich użytkowników ruchu tj. pieszych, pasażerów komunikacji zbiorowej jak również pasażerów komunikacji indywidualnej''. Opina ta doskonale oddaje nastawienie stołecznych decydentów do ruchu pieszego. Mianem ,,kompromisu'' określa się proporcje jeden do dziesięciu na korzyść samochodów. Gdyby obie grupy obdzielić po równo - uznano by to zapewne za dyskryminację zmotoryzowanych. [skan kopii pisma wrzutnia.fz.eco.pl/ruch_pieszy/ir_odp_skarga_rondo_daszynskiego-2011-10.pdf ]

Cytat pochodzi z odpowiedzi dyr. Galasa na skargę do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz dot. szykanowania pieszych złożoną 5 września 2011 r. Dwa dni później o sprawie napisało Życie Warszawy, więc pani prezydent i jej zastępcy mieli okazję dowiedzieć się o skandalicznym traktowaniu pieszych przez swoich podwładnych.

Dwa tygodnie później pani prezydent zjawiła się na Rondzie Daszyńskiego osobiście. Czyżby pod wpływem skargi? Bynajmniej. Przyjechała ochrzcić tarczę do drążenia tuneli metra. Na placu budowy, gdzie zwykły przechodzień nie ma wstępu, rozstawiono specjalny namiot dla prominentów. W spokoju mogli delektować się miliardami złotych, które pochłonie budowa centralnego odcinka II linii metra, skupić się na genezie imienia dla tarczy, jej działaniu i pozowaniu do zdjęć. Mieszkańców miasta tuż obok traktowanych jak bydło skutecznie przesłonił płot i bariery mentalne.

Rowerzyści nie mają lepiej

Budowa stołecznego metra odbywa się nie tylko kosztem pieszych, ale także rowerzystów. W omawianym miejscu doskonale to widać.

Zamknięcie jezdni ulic, pod którymi ma biec tunel metra, jest nieuniknione i zrozumiałe. Dlaczego jednak jeden z kluczowych ciągów komunikacyjnych miasta stał się niedrożny również dla rowerów? Doceniamy dopuszczenie ich ruchu na ciągu Grzybowska-Królewska i na moście Śląsko-Dąbrowskim, jednak to stanowczo za mało jako rekompensata nieciągłości i barier widocznych na tym planie (pochodzi z w/w broszury).

Transport rowerowy wymaga ciągów na tyle małej szerokości, że przy dobrej woli można było je zapewnić, a na pozostałych odcinkach zadbać o objazd. Dlaczego do naszych decydentów wciąż nie dociera, że utrudnienia w ruchu samochodów zachęcają do przesiadki na rower? Dlaczego wybudowana niedawno ścieżka rowerowa wzdłuż ul. Kasprzaka urywa się przy Karolkowej? Czy po wydaniu na nią publicznych pieniędzy nie należało zadbać, by znalazła jak największe zastosowanie i ,,pracowała'' jako element sieci? Zwłaszcza w sprzyjającym temu czasie zwiększonego zapotrzebowania na rowerową alternatywę właśnie na tej relacji?

O tym zwiększonym zapotrzebowaniu świadczą codzienne obserwacje. Kilka z nich dokumentują poniższe zdjęcia oddające skalę ruchu rowerowego na Rondzie Daszyńskiego (wszystkie wykonane we wrześniu 2011 r.)

Dwoje rowerzystów (podobnie jak na poprzednim zdjęciu).

Trzy rowerzystki.

Cztery rowerzystki jakoś przedarły się między placem budowy a biurowcem przy Prostej. Dziś pokonanie tego grzęzawiska dla części osób jest zwyczajnie niewykonalne. Zdjęcie oddaje też dobrze natężenia ruchu pieszych w godzinach szczytu.

Dalszy ciąg sprawy

[zobacz >>>]

[zobacz >>>]

[zobacz >>>]

[zobacz >>>]

Zakochaj się w Europie

Na koniec kilka przykładów, że inwestycje w wielkim mieście można prowadzić z poszanowaniem niezmotoryzowanych.

Podczas remontów w Kopenhadze nie zapomina się o pieszych i rowerzystach [zobacz >>>]. Kompromis pomiędzy potrzebami wszystkich użytkowników ruchu po duńsku wygląda tak. Nie widać dysproporcji.

Aby uzyskać kompromis pomiędzy potrzebami wszystkich użytkowników w centrum Utrechtu -- tymczasowe pasy ruchu wytyczono kosztem jezdni -- po jednym dla samochodów, rowerów i pieszych. Nie ma równych i równiejszych.

W Holandii jako substytut chodnika powszechnie stosuje się łatwe w użyciu gumowe maty lub arkusze blachy [zobacz >>>].

W Warszawie przy ul.Prostej byłoby to zbyt proste. Piesi muszą przedzierać się przez błoto, krawężniki, trawniki i parkingi. Co to oznacza dla osób o ograniczonej sprawności i na wózkach - nie trzeba tłumaczyć.

Nawet budowa metra za kilka miliardów nie usprawiedliwia skazywania pieszych na błądzenie w poszukiwaniu drogi i znajdywanie jej męczącą i czasochłonną metodą prób i błędów. Wskazywać ją powinny drogowskazy, np. takie jak widoczne na zdjęciu z Pragi. Przy Rondzie Daszyńskiego, odwiedzanym codziennie przez tysiące osób, nie znajdziemy niczego poza zakazem.

Telewizyjny Kurier Warszawski

W efekcie naszego pierwszego materiału sprawę podjął Telewizyjny Kurier Warszawski. Zarejestrowane głosy pieszych nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Warto odnotować też wypowiedź inż. Janusza Galasa, motodyktatora, który nie ukrywa, że dobro kierowców jest dla niego najważniejsze.