W niedzielę doszło do zapadnięcia się zachodniej jezdni ulicy Towarowej, co wymusiło jej zamknięcie dla samochodów. Wyrwa w jezdni powstała dokładnie tam, gdzie poskąpiono jej pieszym [zobacz >>>]. Można rzec, że ulica zaczęła zapadać się pod ziemię ze wstydu nie mogąc znieść trwającej już ponad 8 miesięcy dyskryminacji pieszych na rzadko spotykaną skalę. Los pokarał budowniczych metra za pogardę dla mieszkańców miasta.

Walka z czasem

Władzę, która liczy się głównie z opiniami zmotoryzowanych, awaria na Towarowej musi wpędzać w duży stres. Nic dziwnego, że od rana wykonawca II linii metra skierował na front walki z wyrwą znaczne siły ludzkie i zmechanizowane.

Godz. 10, trwają przygotowania do rozbiórki jezdni wokół zapadliska.

Tu już scena po zdemontowaniu ogrodzenia.

Dwie godziny później do pracy przy rozkruszaniu nawierzchni zaprzęgnięto kolejne dwa ciężkie młoty pneumatyczne (nie licząc ręcznych).

Trzy pracowały jednocześnie i pod licznym i czujnym nadzorem.

Zbliżenie newralgicznego punktu. Torowisko osadzone w jezdni utrudnia wypełnienie ubytków powstałych głębiej. Po dwóch godzinach jego elementy są już odsłonięte i prawie gotowe do usunięcia przez dźwig.

Piesi górą

Jak łatwo zgadnąć - na opustoszałym rondzie chwilowo poprawiły się warunki ruchu pieszego.

Na tym przejściu nie trzeba tracić 1,5 minuty i można przejść swobodnie nawet na czerwonym i bez pośpiechu by zmieścić się w 8-sekundowym limicie.

Ograniczenie ruchu zachęca do (praktykowanego zresztą także wcześniej) skracania drogi przez środek ronda.

Jezdnie uwolnione od samochodów stwarzają też nowe możliwości - chodzenia po liniach ukośnych. Piesi pokazują wyraźnie, jak chcieliby się poruszać.

A skoro już mowa o przechodzeniu skrzyżowania ,,na skos'' - zademonstrujmy na przykładzie z Wiednia, że nie jest to perwersja, lecz rzecz możliwa, zdająca egzamin i wybitnie poprawiająca jakość miasta. Oto film o ,,Green For All Directions'' na Mariahilfer Strasse w Wiedniu:

Przeczytaj też

O inwestorskiej dezinformacji [zobacz >>>]