Ok. 400 rowerzystów spotkało się pod Kolumna Zygmunta, skąd w atmosferze pikniku wolniutko przejechali Traktem Królewskim, Al. Jerozolimskimi, Marszałkowską. Na Pl. Konstytucji powitały ich oddziały policji w hełmach i kamizelkach kuloodpornych, uzbrojonych w pałki i strzelby, za to bez numerów służbowych. Po długiej dyskusji wynegocjowana została trasa powrotu na Zamkowy, gdzie przejazd miał się zakończyć. Mimo to na uzgodnionej trasie rowerzyści zostali dwukrotnie zaatakowani przez uzbrojonych zomowców. Do późnej nocy trwały łapanki, w których zatrzymywano przypadkowych cyklistów pod coraz bardziej absurdalnymi zarzutami.

Zdjęcia z przejazdu

Zbiórka na placu Zamkowym.

Ostatnie przygotowania.

Gdy czoło peletonu wjeżdżało na rondo de Gaulle'a, tył był wciąż w okolicach Uniwersytetu.

Nadjeżdża kawaleria.

Peleton defiluje przy placu Defilad.

Na Marszałkowskiej ruch rowerowy odbywał się w pełni dwukierunkowo.

Jeden z wielu przypadków łamania prawa: radiowóz (nie na sygnale, a zatem nie posiadający statusu pojazdu uprzywilejowanego) blokuje tory, utrudniając pasażerom tramwajów powrót do domu.

Plac Konstytucji: niezorganizowana grupa ubranych na czarno osobników próbuje zablokować ruch.

Po wielu próbach udało się uformować szyk za plecami rowerzystów.

Nareszcie w stolicy zaczynają pojawiać się strzeżone parkingi rowerowe.

Gdzdzdzie jesteś, ttty okłopny kłółiku?

Z innej perspektywy: samochodom łatwo zablokować ulice.

Trzech policjantów prawie wystarczy, aby poskromić groźnego rowerzystę.

A we czwórkę to już w ogóle bez problemu.

Formacja bojowa MŁOT.

Z powrotem na placu Zamkowym: grupa zomowców opracowuje plan napadu na cyklistów bezczelnie przesiadujących pod Kolumną Zygmunta po godzinie policyjnej

Studium przypadku

Marcin został zatrzymany w okolicach placu Zamkowego. Ponieważ jechał prawidłowo, miał sprawne światła i hamulce, policja przedstawiła mu zarzut... posiadania przeraźliwego sygnału dzwiękowego (na zdjęciu po prawej). Ponieważ odmówił przyjęcia mandatu, sprawa zakończyła się w sądzie grodzkim. Potrzebne były cztery rozprawy, aby uniewinnić pingwina... tzn. Marcina.

Komentarz: często słyszy się o problemach finansowych policji, zawalonych sprawami biednych sądach itp. Dopóki jednak dla sił "prawa i porzadku" priorytetem będzie sciganie pingwinów (z tygrysami, jak wiemy, idzie im gorzej), żadne pieniądze nie poprawią naszego bezpieczeństwa.

A oto narzędzie zbrodni w całej swej zbrodniczej okazałości.

Zdjęcia: Marcin Myszkowski, Piszpunt, Rafał Ewertowski
Zebrał: Olek
podpis pod zdjęciem nr 14: "What's up, Doc?" Teo