Niech się kierowcy nie denerwują – trasa S7 ma się świetnie. Gorzej z kanałem, a dokładniej rzecz ujmując – Kanałem Elbląskim.

W sierpniu płynęliśmy tym pięknym szlakiem wodnym z Zalewu Wiślanego w okolice Iławy. Jadąc na punkt startowy w miejscowości Małdyty wjechaliśmy na trasę S7: marzenie kierowcy, gładka jak stół jezdnia, po dwa pasy w każdą stronę, bezkolizyjne skrzyżowania, kilometry znikają w tyle w oka mgnieniu...

W to samo miejsce, do Małdyt, dotarliśmy po kilku dniach wiosłowania. Tu kanał łączy się z jeziorem Ruda Woda. Jest to jeden z piękniejszych akwenów w regionie: zróżnicowana linia brzegowa niemal w całości porośnięta lasem, przeźroczysta woda. Przed samym wpływem na jezioro usłyszeliśmy z brzegu dziwny warkot.

Po chwili z krzaków spadła w wodę fontanna szlamu, a nas uderzył dotkliwy smród, który początkowo skojarzyliśmy z szambem.

Okazało się, że w to miejsce podjeżdża traktor z wozem asenizacyjnym (oba pozbawione numerów rejestracyjnych) i wpuszcza zawartość zbiornika wprost do kanału.

Miał jednak za szybą kartkę wskazującą obsługiwaną przez ten pojazd inwestycję – BUDOWA S7 SEKCJA II Z31.

Wezwaliśmy policję i po niemal godzinnym oczekiwaniu przyjechał patrol. Spisano moje dane i przyjęto zgłoszenie. Podczas oględzin miejsca zdarzenia zza zakrętu wyłonił się ten sam ciągnik z kolejna porcją nieczystości. Policjanci pożegnali się z nami i zaczęli rozmowę z kierowcą.

Zgodnie z zapewnieniami patrolu interwencyjnego mam być poinformowany o wyniku postępowania wszczętego w związku z moim zgłoszeniem. Najbardziej obawiam się komunikatu, że nie stwierdzono naruszenia prawa – że tak właśnie powinno się u nas budować drogi. Jednak nie uprzedzajmy wypadków. Ciąg dalszy – miejmy nadzieję – nastąpi.