Koszt budowy ścieżki rowerowej można zmniejszyć nawet kilkukrotnie, rezygnując ze specjalnych świateł dla rowerów (które i tak pracują w tej samej fazie, co światła dla pieszych). Zamiast nich często wystarczy tylko wymienić szkła w sygnalizatorach pieszych. Na zdjęciu wspólny sygnalizator dla pieszych i rowerów w Ełku.

Bardzo często budowa drogi dla rowerów wykorzystywana jest jako okazja do gruntownych remontów sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach, przez które przebiega ścieżka. Pod pretekstem konieczności montażu sygnałów S-6 uzgadniający projekt zarządcy dróg żądają wymiany kompletu sygnalizatorów na całym skrzyżowaniu (a często również na skrzyżowaniach przyległych w przypadku sygnalizacji zsynchronizowanych). Nie negując potrzeby modernizacji sygnalizacji (w celu np. ograniczenia zużycia energii), warto zwrócić uwagę, że często nie jest to potrzeba najpilniejsza, a takie podejście powoduje radykalne podniesienie kosztu inwestycji rowerowych - nawet dwu- czy trzykrotnie. Jednocześnie osiągnięty tak dużymi nakładami efekt nie ma żadnego wpływu na bezpieczeństwo ruchu, bo sygnalizatory rowerowe wciąż programowane są identycznie jak sygnalizatory piesze.

Dlatego w wielu wypadkach sensowne wydaje się zastosowanie wspólnych świateł pieszo-rowerowych, do czego wystarczy wymiana szkieł w istniejących sygnalizatorach, bez ingerowania np. w zasilanie sygnalizacji. Jest to też jedyne rozsądne rozwiązanie w przypadku przecięć wspólnych ciągów pieszo-rowerowych z jezdnią (ang. toucan crossings), które dopiero trzeba wprowadzić do polskich przepisów dotyczących oznakowania.

Wspólne sygnalizatory pieszo-rowerowe popularne są np. w Wiedniu, gdyż oszczędni Austriacy liczą się z pieniędzmi. W bogatej i rozrzutnej Polsce wspólne sygnalizatory są wciąż rzadkością, ale można je już zaobserwować np. na ulicach Ełku. Warto spopularyzować to proste i oszczędne rozwiązanie - zamiast topić kilkaset tysięcy złotych w nowe świecidełka, lepiej wybudować dłuższą ścieżkę lub dokonać niezbędnych korekt geometrii skrzyżowań.